andrzej "andymian" mierzyński  &  elżbieta mierzyńska
muzyk (syntezatory), kompozytor                       solo melodyczne (wokale), teksty

rock & electronic music from Poland
recenzje
Recenzje ukazały
się również na
portalu muzycznym
ProgRock ...




...  na stronie DiKey
- El-muzyka ...



... na blogu
Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła / Atlantis - Journey To The Abyss
Of Time
Płyta przyszła wczoraj... Już po samej okładce widziałam, że będzie czad... Okładka jest
genialna, no, a muzyka przewspaniała, doskonała całość, myślę, że nie będzie problemu
ze sprzedażą.  Powiem Wam, że mój ulubiony utwór to: „Na poduszce białego obłoku".
Wczoraj słuchałam chyba z 30 razy, i za każdym razem odkrywałam coś nowego.
Znakomity wokal, no czad, podoba mi się. Mąż jeszcze nie słuchał, ale jestem pewna, że
też mu się będzie podobać. W ogóle, tytuły utworów są tak genialnie dobrane, no i
muzyka Pana Andrzeja - mega, naprawdę jestem pod wrażeniem. (...)
Jak to miło posłuchać jest zupełnie coś innego, nowego, aniżeli te wszystkie na jedną
kupę utwory...
                                                                                                 Justyna (Chicago, USA)


Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła / Atlantis - Journey To The Abyss
Of Time
Dzisiaj otrzymaliśmy od Państwa CD. Oczywiście była uczta muzyczna. Tak - jak
najbardziej - taka relaksująca, wprowadzająca w stan wyciszenia, spokoju muzyka, jest
przez nas słuchana i na pewno będzie często u nas odtwarzana.
Drodzy Państwo, jesteście obdarzeni, wielkim talentem, żeby taką muzykę tworzyć i
uszczęśliwiać ludzi, którzy doceniają zdolność twórczą i taką muzyką się delektują.
Dziękuję bardzo za te CD, szczere od serca!
                                                                                               Stanisław (Norridge, USA)


Bezsenność Anioła / Spirit - Escape from Civilization
Wczoraj przyszła do mnie zamówiona w Generatorze płyta "Bezsenność Anioła / Spirit -
Escape From Civilization" autorstwa państwa Andrzeja (aka Andymian) i Elżbiety
Mierzyńskich. Szczególnie uwagę zwraca album "Bezsenność Anioła" z poetyckimi
tekstami pani Elżbiety. Całość robi bardzo przyjemne wrażenie. Chwilami kojarzy się
trochę z albumem "Voices" Vangelisa.
                                                                                                                     korsarz


Bezsenność Anioła
Po kilku latach wspólnego grania musiało się tak stać. Połączenie małżeńskich pasji
zaowocowało wydaniem płyty.Poetyckie zapędy Eli znalazły tu swoje większe spełnienie.
Przy obróbce materiału wykorzystano wiele technik uatrakcyjnienia wokalizy. Andrzej
zrobił dobrą robotę: tam gdzie przydatny był pogłos, tam dodał echo, tam gdzie uznał za
stosowne - nastąpiło zwielokrotnienie głosu, a jak zdecydował że atrakcyjne będzie
powtórzenie, tak się dzieje. Zaśpiewy Eli swobodnie krążą po całym przestrzennym
spectrum. W efektem końcowym, ludzki głos na tej płytce jest równoprawnym
instrumentem a elektroniczne akcesoria w harmonii uzupełniają kobiecą ekspresję.
Wyraźnie słychać że nagrania powstały z potrzeby serca i czuć tu radość tworzenia.
Nawet w chwilach, gdy Ela śpiewa o poważnych rzeczach ("życie jest jak szkło") - czyni to
lekko, z pogodą ducha, którą u nich obojga tak lubię. Zresztą, optymizm i inne pozytywne
klimaty jak motto, przewijają się przez całą płytę. Moją uwagę przyciąga czwarta
kompozycja "Dzień który mnie prowadzi". Doskonała oprawa instrumentalna. Podoba mi
pewność z jaką grana jest linia melodyczna, odpowiednio wylansowana ta piosenka
mogłaby się stać radiowym przebojem. Zabawy z formą trwają dalej, poezja bardziej
zaangażowana a tekst niekiedy (np. w "Nie zabijaj mnie Panie mój") można nazwać
formą modlitwy.W miarę upływu czasu jest coraz ciekawiej. Kolejność utworów nie jest
przypadkowa, bowiem większa warstwa melancholii czyni kompozycje bardziej
osobistymi. Kapitalne jest nagranie dziewiąte "Tęczowy motyl" gdzie Ela, niczym
kilkuletnia dziewczynka biegająca po polanie śpiewa sobie "la la la". Bardzo mi to
przypadło do gustu. W przypadku wartościowych nagrań jest tak że przy każdym
odsłuchaniu coś innego zachwyca. Ta zasada sprawdza się również na tej płycie.
Oczywiście ile prawdy jest w twierdzeniu że Ela widziała anioła i szorowała z nim
gwiazdy, nie sposób stwierdzić i nie należy nawet tego dociekać. Wystarczy dodać że te
uduchowione muzyczno wokalne pomysły wzniosły się na wysoki pułap poetyckiej
elegancji i niepospolitego szyku dźwięków.Podporządkowanie instrumentalnych ambicji
wyeksponowaniu możliwości ludzkiej krtani nie przyniosło szkody całemu zamierzeniu.
Ela, mająca swój mały kącik na niektórych wcześniejszych wydawnictwach męża, tu
wreszcie pokaźnie rozwinęła skrzydła. Gratuluję pomysłu i zgrabnej realizacji.
                                                                                                  Damian "DiKey" Koczkodon
Przedruk za: GENERATOR


Spirit - Escape From Civilization
Liczba siedem w znaczeniu symbolicznym oznacza doskonałość, zupełność, a w biblijnej
księdze Objawienia używa się jej często w odniesieniu do spraw niebiańskich,
duchowych. Siódma płyta Andrzeja Mierzyńskiego "Spirit - Escape From Civilization"
swoim tytułem sugeruje tematykę więcej niż przyziemną. Autor tworząc ją, zastanawiał
się nad konsekwencją losów człowieka. Według wielu popularnych wyobrażeń ludzie u
kresu swojej wędrówki spotkają się ponownie w innej postaci, uwolnieni od ciężaru i
naleciałości swoich kultur. Są też tacy, co uważają, że cywilizacje mają swoje duchy,
które dominują nad każdą z nich. Duch drzemiący w człowieku, czy duch czasów, co by
nie było największą inspiracją autora, te rozważania nad rozwojem i upadkiem cywilizacji
stały się pretekstem do skomponowania 11 różnorodnych utworów. Na uznanie
zasługuje fakt, że omawiane nagrania nie są kalkami poprzednich płyt. Mimo iż Andrzej
wypracował swój własny sposób grania i nie wymienia, co pół roku instrumentów na
nowe, stara się każdą płytę nagrywać trochę inaczej. To miłe urozmaicenie słychać
szczególnie w The First Crusade pogodnym motywie w stylu el-muzyki lat 80. Podobać
się może Through The Centuries - Myths and Prophecies nasycony mnogością
pomysłów, rytmicznych rozwiązań w pierwszej części i pewnymi niedopowiedzeniami w
końcówce. Krótki The Last Crusade sympatycznie rozwija się w formę orientalnych
pląsów. Gdy słucham tego fragmentu, nieodparcie kojarzy mi się egzotyczny taniec
brzucha oglądany przez podpitych, średniowiecznych biesiadników. Through The
Centuries - Legions of Stone Statues - wyraźna koncepcja, bardzo dojrzała kompozycja -
chyba najlepsza na płycie. Idealna na składankę autorską. Escape from Civilization
będąca podsumowaniem całego programu tchnie umiarkowanym optymizmem. Ale
może tak właśnie miało być i autor zostawia "postawienie kropki nad i" słuchaczom? To
płyta z rodzaju tych, które szczególnego uroku nabierają po jakimś czasie. Andrzej
Mierzyński ze swoim podejściem klawiszowca, muzyka rockowego, do komponowania
muzyki, kontynuuje tradycje podobne tym, jakie propagował Rick Wakeman czy Jon Lord.
Szuka nowych form wyrazu tego, co mu podpowiada jego własny duch. 
                                                                                        Damian "DiKey" Koczkodon


Bezsenność Anioła / Spirit - Escape from Civilization
Andrzej Mierzyński coś się jakoś niechętnie reklamuje, a ja chciałem zachęcić bez
recenzji, bo czasu nie mam za bardzo - dwukrążkowe CD Bezsenność anioła / Spirit -
Escape from Civilization, gdzie pierwsza część to świetna muzyka połączona ze śpiewem
i wokalizami żony Elżbiety - bardzo równy i czarujący materiał - typ płyty „play it again and
again...”. Dysk drugi to czyste el. Ewoluuje tu Andymian, a ma już swoje rozpoznawalne
brzmienie, w stronę ostrzejszego - powiedziałbym - grania, z tym że z zachowaniem swej
delikatności i z tym, że Andrzej zaczął manipulować emocjami. Dla mnie nagranie
„Through the Centuries Chariots of Generations” czy „Sacrifice on The Altar of Destiny”, a
zwłaszcza fenomenalny hit polskiej el - „The First Crusade”, który jak dla mnie
pozostanie już na świeczniku rodzimego el, to kwintesencja progresji w muzyce
Andymiana. Dziwię się, że w Generatorze tylko jedna gwiazdka za popularność, a z
drugiej strony jakoś się nie dziwię, gdyż dziwnie dobrano fragmenty mp3...
p.s. Andrzeju gratulacje!
                                                                                                                      spawngamer
Przedruk za: Studio Nagran forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej


Bezsenność Anioła / Spirit - Escape from Civilization
...i oto znów otwierają się przed Tobą elektroniczne otchłanie, oplecione delikatnymi
muśnięciami miękkich nut wypełniających przestrzeń, a przestrzeń ta jest znów, jak
wielowymiarowy dywan utkany z jedwabnych nici, z których każda mieni się
niepowtarzalną barwą, by stworzyć przyjemną dla ucha i ducha tkaninę. Choć usłyszysz
znane Tobie z poprzednich albumów brzmienia i w pierwszym momencie wyda się Ci, że
to już było, to jednak po głębszym i uważniejszym wsłuchaniu się, szybko odkryjesz nowe
bogactwo brzmieniowe wplecione w znane już Tobie struktury.
Zapraszam zatem do wysłuchania obu niezwykle ciepłych płyt, niech zawarta na nich
muzyka ogrzeje zmarznięte zimową zawieruchą Twoje zmysły.
Najnowszy dwupłytowy album Andrzeja i Elżbiety Mierzyńskich ukazał się pod koniec
2010 roku. Oba krążki zawierają bardzo delikatną i ilustracyjną muzykę. Płyta
"Bezsenność Anioła" jest wspólną pracą Elżbiety i Andrzeja, tak więc oprócz
rozbudowanych instrumentalnych aranżacji Andrzeja, usłyszysz delikatny, jakby zamglony
głos nieodłącznej wokalistki kompozytora.
Natomiast płyta "Spirit - Escape from Civilization" jest już indywidualną pracą Andymiana.
Całość jest wydana w tekturowym digipacku podkreślając delikatność i miękkość
zawartych w nim dźwięków.
                                                                                                                            Wawrzek
Przedruk za zgodą portalu muzycznego El-dorado


Bezsenność Anioła / Spirit - Escape from Civilization
O tym, jak odlotową muzykę tworzą Elżbieta i Andrzej Mierzyńscy, najlepiej świadczą tytuły
utworów z ich nowej płyty, z których „Spadnie śnieg” należy do najbardziej przyziemnych.
Podobno na bloku, w którym mieszkają, znów pojawiły się rusztowania... Nie wdając się
w ocenę stanu budowlanego Elżbieta wykorzystała sytuację i napisała tekst pt. „Noc z
Aniołem”. Ogarnięta bezsennością narratorka widzi przez okno, że na rusztowaniu
tajemniczy Anioł spożywa kolację, więc nadarza się okazja do zamienienia z nim kilka
słów. Autorka nie ujawnia szczegółów, ale musiała to być fascynująca rozmowa.
Elżbieta i Andrzej „Andymian” Mierzyńscy są znani bywalcom Elektronicznych Pejzaży
Muzycznych, organizowanych od kilku lat przez Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie. Ale
ich najnowszy dwupłytowy kompakt z utworami wokalnymi i instrumentalnymi  jest
przedsięwzięciem całkowicie prywatnym.  Gdyby ktoś miał wątpliwości, jest to
małżeństwo, które od lat spełnia się (także) w muzyce, przy czym Ela jako dziennikarka
pisze teksty i śpiewa, zaś Andrzej (z zawodu grafik komputerowy) komponuje i gra na
syntezatorach, nie tylko jako akompaniator.
Jakie wrażenie pozostawia ta muzyka, każdy musi przekonać się osobiście... Wspomnę
tylko, że odlotowy klimat płyty potwierdzają tytuły innych piosenek, np. „Co powiesz
Niebu”, „Stroję się w deszczu”, „Kawa na Księżycu” czy „Tęczowy motyl”, w której zwiewna
wokaliza przypomina fruwającego motyla między kwiatami na łące. 
Płyta z utworami wokalnymi zatytułowana jest „Bezsenność Anioła”, a utwory
instrumentalne Andymiana noszą tytuł ogólny „Duch - Ucieczka z Cywilizacji”. Tutaj
jednak słowa mało znaczą - tego po prostu trzeba posłuchać.
                                                                                   red. Marek Książek Olsztyn24


The Lords and The Paupers
Przepiękna muzyczna przesylka od ciebie, dotarla cała zdrowa :) Tak, ta muzyka do mnie
przemawia całą sobą. To co robisz, tworzysz jest fantastycznie przepiękne, cieszę się że
jesteś, cieszę się, że cię mogłem poznać poprzez twoją muzykę, a może gdzieś, kiedyś w
Polsce zobaczymy się...? Kto wie...
                                                                                                       Norbert M. (Radom)


The Lords and The Paupers
Płyta ta została oznaczona numerem piątym w dyskografii tego muzyka. Kolejne koncept
albumy wyraźnie wskazują na to, że mamy do czynienia z twórcą, który bardzo dobrze wie,
co chce przekazać słuchaczom i umie to robić. Mimo nikłego zainteresowania tym
gatunkiem w naszym kraju, Andrzej Mierzyński konsekwentnie dostarcza nowych porcji
swoich muzycznych pomysłów. Przykuwa uwagę ze smakiem zaprojektowana okładka i
przejrzysta zawartość dwujęzycznej wkładki. Równie znakomita jest kondycja techniczna
samych nagrań. Brzmią one czysto, wyraźnie i bardzo przestrzennie. Taka dbałość o
szczegóły czyni kontakt z produktem przyjemnym i dostarcza pozytywnych wrażeń
estetycznych. Poszczególne utwory to zazwyczaj optymistyczne kompozycje snujące się
leniwie w elektroniczno-progresywnych klimatach. Słychać też czasami w pojawiających
się sekwencjach nawiązania do popularnej starej niemieckiej elektroniki (utwór 5:
Lament) ale u Andymiana te zapętlone zestawy powtarzających się dźwięków nie
stanowią same w sobie powodu do przyspieszonego bicia serca. Są bardziej rdzeniem,
na tle którego artysta opowiada swoje średniowieczne historie przy pomocy
nienatrętnych solówek. Muzyka ta, podobnie jak nagrania progresywnego rocka, które
lubi Andrzej, obfituje w barokowe ozdobniki i ornamenty. Jednak zdecydowanie jest to
wciąż muzyka elektroniczna. Ciekawe, że znakomita większość muzyki jaką tu słychać
mimo egzystencjalnych, czasami dramatycznych tytułów, muzyka jest pogodna. Autor nie
straszy nas spektakularnymi efektami. Dźwięki należą najczęściej do kategorii tych
„przyjaznych dla ucha”. Zaduma nad dawnymi czasami i melancholia słyszana tu i
ówdzie, staje się pretekstem do generowania nastroju przyjacielskiej pogawędki przy
kominku. Wynika to zapewne z pogody ducha cechującej artystę. Pozytywne nastawienie
do świata twórca przekuwa na język muzyki zarażając słuchacza optymizmem.
Takie widzę główne przesłanie tej muzyki, a kto się z tym nie zgadza może wyzwać mnie
na pojedynek mieczy... słowa.
                                                                                        Damian "DiKey" Koczkodon


In The Garden of The Rainy King
Płyta jest po prostu niesamowita - słyszałem wcześniej kilka utworów z niej w EL-Stacji,
ale całość robi ogromne wrażenie... Baśniowość, klimat, oddanie muzyką treści...
Naprawdę jestem pod wrażeniem. Wspaniała muzyka.
                                                                                                         Jacek R. (Kraków)


Tysiące Wigilii - Kolędy polskie
Jesteśmy zachwyceni kolędami w państwa aranżacji!
                                                                                         pozdrawiamy A. B. R. Knapik

Kolędy spodobały się naszym klientom, bardzo.
                                                                              Darek Naworski, Radio Planeta FM

Piękna płyta. Kolędy zaśpiewane i zagrane bardzo ładnie. Cieszę się też, że nie
zmieniliście linii melodycznych -- to jest to! A nie jak te wszystkie dziwadła wymyślane w
okolicy świąt. Słowem, super i pozytyw na 150 procent.
                                                                             Ryszard Rząp (zawodowy organista)

Andrzej, Ty wiesz, że ja na muzyce elektronicznej się nie znam. Słucham Twoich płyt, ale
na ich temat się nie wypowiadam. Rozumiem, że jeśli chodzi o kolędy, chciałeś opisać je
według własnego zamysłu, wpisując to w nowoczesne brzmienia. Natomiast, kiedy przy
tej muzyce słyszę Elę, to cicho nie pozostaję. Jestem pod wrażeniem jej głosu. Ela
według mnie dysponuje barwą niecodzienną, tak już właściwie się nie śpiewa. To
barwa, w której jest ciepło, szlachetność, szczerość, wielki spokój i to wszystko, co
określa się powszechnie jako pozytywna energia.
                              Alicja Gotowiec, Centrum Piosenki i Umuzykalnienia w Olsztynie

Dziękuję za płyty z kolędami. Zrobiliście coś bardzo radosnego, chce się przy nich
niemalże wędrować w tanecznym korowodzie. Płyta podobała się tym, którzy słuchali jej
u mnie i nie znając Was zupełnie wyrażali się o niej z uznaniem. Jedna z płyt
powędrowała za granicę, do Brukseli, do ogólnie rzecz mówiąc wymagającego
środowiska. Co usłyszałam potem w odpowiedzi? Że chcą Was usłyszeć przy
następnych świętach. Gratuluję.
                                                                 Jolanta Mierzejewska, projektantka mody


In The Garden of The Rainy King
Pod pseudonimem Andymian występuje Andrzej Mierzyński, kompozytor,
multiinstrumentalista i wykonawca pochodzący z Olsztyna. Sugestywny, poetycki tytuł
krążka podobno nie celowo kojarzy się z "Ogrodem Króla Świtu" Marka Bilińskiego;
prezentowany tutaj materiał ma jednak momentami sporo wspólnego z koncepcyjną
wyobraźnią wspomnianego artysty, szczególnie jeśli wsłuchać się w swobodnie
"swingujące" solówki oraz brzmienia świadczące o inspiracji muzyką Jean-Michela
Jarre'a. Świetny concept-album na zamglone, deszczowe poranki, przynoszący całe
spektrum omszałych, elpopowych odcieni zieleni. Wspomniałem o pewnych analogiach
między muzyką Andymiana a twórczością Bilińskiego, podczas słuchania płyty można też
mieć skojarzenia z bardziej "pejzażową" częścią dyskografii Mikołaja Hertla. Brzmieniu
całości nie zaszkodziłaby odrobina przestrzenniejszych basów, niemniej jednak
kompozycje bronią się skutecznie po prostu ze względu na melodykę, formę i sposób
rozwijania nastroju. Nastroje kojarzące się z elpopem i new-age raz po raz ewoluują w
stronę pogodnej, lekkiej elektroniki sekwencyjnej, mniej więcej w stylu TD schyłku lat
osiemdziesiątych - dobra wiadomość dla "ortodoksyjniejszych" miłośników muzyki
elektronicznej. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po "In the Garden of the Rainy King" dla
samej przyjemności obcowania z tonami, które z miejsca porywają Słuchacza w
baśniowy świat, z każdym krokiem okazujący się być innym niż ten, w którym żyjemy na co
dzień.
                                                                                                            Igor Wróblewski
Przedruk za: GENERATOR


Scarecrow - Passion of Survival
"Scarecrow" to concept-album olsztyńskiego muzyka i producenta Andrzeja
Mierzyńskiego, działającego pod pseudonimem Andymian. Na krążku znajdziemy
muzykę inspirowaną plenerowym spektaklem teatru "Między Innymi", stworzoną w roku
2006 i (w skróconej formie) towarzyszącą teatrowi już na kilku festiwalach. Tytułowy
alegoryczny Strach Na Wróble może uosabiać każdego z nas - bohater zmaga się
dzielnie z najrozmaitszymi przeszkodami losu, ale cała historia otrzymuje szczęśliwe
zakończenie. Album trwa prawie godzinę, co z pewnością ucieszy miłośników długich
sekwencyjnych form: nie brak tutaj ponad 10-minutowych utworów, stanowiących popis
wizualizacyjnie sugestywnej, wielowątkowej muzyki elektronicznej kojarzącej się głównie
z filmowymi impresjami Tangerine Dream połowy lat osiemdziesiątych. Oczywiście także
miniatury zasługują na uwagę, jak choćby króciutki utwór drugi, naładowany
dysonansowymi warstwami akordowymi, przywołując klimat rodem z "Quichotte" TD.
Słychać, iż muzykowi i kompozytorowi w jednej osobie nie brakuje specyficznego
poczucia humoru oraz swobody w operowaniu środkami wyrazu - niewątpliwie warto
prześledzić losy Stracha Na Wróble i parokrotnie dać się zaskoczyć zwrotom muzycznej
akcji...
                                                                                                               Igor Wróblewski
Przedruk za: GENERATOR


Scarecrow - Passion of Survival
Podczas Olsztyńskich Elektronicznych Pejzaży nabyłem m.in. cieplutką płytkę (2 dni
wcześniej wyszła z tłoczni!) Andymiana (Andrzeja Mierzyńskiego) - trzecią w kolejności
kompaktową produkcję tego olsztyńskiego el-muzyka. Przyznaję, że pierwszej nie znam,
a druga, "In The Garden Of The Rainy King" sprzed roku, nie zachwyciła mnie. Na
szczęście Andrzej-muzyk rozwija się i jego nowa płyta zaskoczyła mnie bardzo
pozytywnie! Stanowi spójne przemyślane dzieło i można śmiało zaliczyć ją do tzw. płyt
koncepcyjnych. Kto zna muzykę Andymiana ten wie, że bardzo blisko jej do muzyki
ilustracyjnej - teatralnej - i nie ma sie temu co dziwić, wszak jest ona jakby tworzona z
myślą o teatralnych wizualizacjach z którymi jest często prezentowana. Jednak z
autonomicznego odsłuchu wychodzi obronną ręką. Nie tylko świetnie brzmi, ale wytwarza
sugestywne nastroje i snuje czytelną dla wyobraźni opowieść. Kto chce poznać tę
opowieść, niech spojrzy na tytuły utworów i podda się urokowi muzyki. Osobne brawa dla
Elżbiety, żony Andrzeja, za jej wspaniałe wokalizy w ostatnim utworze. W odróżnieniu od
ostatnich produkcji Klausa Schulze, tu, ten wspaniale współbrzmiący z syntezatorami
głos jest jak najbardziej "żywy".              
                                                                                                                            JotDe
Przedruk za: Studio Nagran forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej


Scarecrow - Passion of Survival
Ten kolejny koncept album Andrzeja Mierzyńskiego zainspirowany został spektaklem
plenerowym zaprzyjaźnionego z nim teatru "między innymi". Senno marzycielske dźwięki
Andymiana znane z poprzedniej płyty o Deszczowym Królu doczekały się kontynuacji. I
znowu ascetyzm brzmień połączony z minimalizmem ozdobników opowiada historię o
mistyczno-przyrodniczych wątkach. Szczególnie polecam piękną suitę Wind - Ruse and
Coolness.
                                                                                                                      spawngamer
Przedruk za: Studio Nagran forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej


In The Garden of The Rainy King
(...) Album In The Garden Of The Rainy King (analogia z tytułem "Ogród króla świtu"
Bilińskiego przypadkowa) przynosi świetny materiał. (...) Świst wiatru na początku
wprowadza nas w senne wibracje tego krążka. Mamy się wygodnie rozsiąść i delektować
relaksacyjnymi dźwiękami. Powolne uderzenia w plemienny bęben otacza po chwili
zapętlona melodia snująca się niczym miraż ze snu. Część osób podkreśla związki tej
muzyki z JMJ czego ja osobiście nie dostrzegam poza jednym fragmentem w tej części z
przetworzonym głosem gdzie trochę mocniej wchodzi syntezator w stylu Randez Vous
(np. 2.44-3.08). Andrzej ma swój indywidualny, niepowtarzalny styl, gdzie choćby tu
melodia przybiera kształt podobny do arabskich pieśni wirujących wokół słuchacza w
egzotycznych rytmach. Jak sam przyznaje bardzo ważną rzeczą jest dla niego linia
melodyczna, dramaturgia, budowanie nastroju. A tego nie brakuje - wytwarza przedziwny
klimat trochę kojarzący mi się z minimalizmem Hertla z tym że przybrany bogatymi
ornamentacjami ozdobników. Błąd w indeksacji sprawił że mimo że kawałki są opisane
jako osobne to jednak wyświetla nam się utwór 1 i 2 jako jedna całość. Świetnie
zaaranżowana część druga z ciekawą wstawką brzmienia perkusji, pięknymi samplami
fascynująco imituje odgłosy kosmosu pozostając nadal w aurze spokoju w duchu
wschodniej mentalności ceniącej dźwięk jako element wyciszający emocje. Ta muzyka
zniewala zmysły, spowalnia bicie serca niczym opiumowy narkotyk... Zresztą wyraźny
minimalizm końcowych akordów okraszony feerią dźwięków wietrznych dzwonków tym
bardziej mnie skłania do takich wniosków. Kolejny nastrojowy temat to Lady Of Green
Pond, gdzie znów snuje się ładna melodia odpowiednio wzbogacona zestawem
oryginalnych ozdób - wszystko pozostaje w leniwym, relaksacyjnym nastroju. Z tej ścieżki
nadal nie schodzimy w Dancing Yellow Water Lillies wprowadzającemu za to bardzo
radosną atmosferę właśnie kojarzącą się z tańcem, a właściwie jakimś balem, gdzie
podrygują wszelkie stworzenia, które w Ogrodzie Deszczowego Króla mogłyby
przebywać. W połowie utworu następuje jakby wyciszenie i dworskie pląsy nabierają
swoistej stateczności i powagi, gdzie uwagę przykuwa ładnie zarysowana linia
melodyczna. Znowu oszczędne wykorzystanie sekcji rytmicznej, dojrzałość formy wyrazu,
ciekawy, dopracowany bit. Dźwięki są nadal konkretne, soczyste bez jakiś rozmazów
kosmicznych brzmień, ale mimo to ta muzyka buduje nadal magiczną atmosferę co
najdobitniej choćby daje się odczuć w Tempting The Wizard chyba najbardziej bogato
nasyconym elektronicznymi brzmieniami. Loopami zaczyna się żywszy Horses on The
Crystal Bridge naśladujących tym podkładem galop tytułowych koni, gdzie Andymian
wykorzystał nawet brzmienie przypominające uderzenia kopyt o bruk. Ale zmęczenie
dopada nasze ogiery i przystają by w subtelnych dźwiękach odpocząć. Znowu błędy w
indeksacji łączą dwa kolejne utwory. Kawałek tytułowy powstał jako pierwszy. Andymian
wspomina, że początek dał mu bit, który potem odtwarzał w kółko, szukając tematu
muzycznego. Znów delikatny klimat wysnuty z precyzyjnie dobranych brzmień. Spokojne
melodyjne dźwięki okraszono zmianami oryginalnych barw wplatanych co chwila, aby nie
znużyć słuchacza z ciekawą oszczędną, ale wyrazistą solówką. Bo w Ogrodzie
Deszczowego Króla jest wszak mimo słyszanego szumu opadów radośnie, miło,
przyjacielsko... deszcz leje, my słyszymy znowu plemienny bęben i ciche odlegle dźwięki,
układające się w melodie by wpaść wreszcie w Meditations in The Moonlight, a te znowu
bardzo przypominają mi dźwiękiem kojarzącym się z basową gitarą z progresywnym
rockiem, z tym że ładnie przyozdobionym pięknymi samplami. Burning Rainbow
zaskakuje, gdyż tempo różni się od pozostałych kompozycji, rytm jest żywszy, ale nadal
pozostajemy w pogodnym klimacie, i znowu niecodzienne nagromadzenie brzmień.
Myślę, że wielką zaletą tej muzyki jest to, że słychać, iż instrumentarium jest w pełni
spenetrowane jeśli chodzi o jego możliwości - Andymian po prostu wyciska z niego, co
się da, tworząc wrażenie, że ma ich olbrzymie zaplecze. Jak przystało na płytę
koncepcyjną kończy się tak jak się rozpoczyna - buszującym w kanałach świstem wiatru,
spinającym klamrą całą czarowną opowieść. Andymian mówi: "Do nagrywania autorskiej
płyty trzeba podchodzić jak do pisania książki czy malowania obrazu. Musi to być rzecz
przemyślana i skończona. Nie może to być zlepek przypadkowych utworów".
Ta muzyka wciąga. Naprawdę. (...) Zresztą warto przekonać się samemu, zaopatrując się
w ten tytuł.
                                                                                                                          spawngamer
Przedruk za: Studio Nagran forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej


In The Garden of The Rainy King
Ostatnio otrzymałem ciekawą 71-minutową płytę polskiego artysty. Osoba bliżej mi nie
znana, nie wiedziałem też, czego mogę się spodziewać po materiale na krążku. Na płytę
składa się 10 utworów. Nie odpowiadają one numerom na odtwarzaczu, a to przez jakieś
dziwne zabiegi z łączeniem utworów. Dobrze, że wytwórnia zachowała chociaż podział na
indeksy (dostępne na starszych odtwarzaczach cd). Poza tym same plusy: płyta tłoczona,
okładka i nadruk płyty z drukarni, hologram ZAiKS! Jednym słowem wydana w pełni
profesjonalnie przez MIAN MUSIC - pewno zasługa wielu sponsorów.
Pierwsze wrażenie pozytywne. Wiaterek na początku płyty - coś rodem z Oxygene IV, nie
wprowadza jednak w znany motyw. Pojawia się ciekawy bit, dopracowany zresztą na
całej płycie co do najmniejszego uderzenia. Potem przyszło parę pięknych akordów, kilka
odgłosów ludzi, niesamowite instrumenty. Właśnie instrumentarium zrobiło na mnie
wrażenie. Słychać, że artysta nie boi się używać wielu instrumentów w jednym kawałku.
Czyni to muzykę bardzo bogatą i obrazową. Ogólnie od pierwszego, wprowadzającego
utworu można poczuć jaka to będzie płyta i że warto ją posłuchać.
Spokojnie... Za spokojnie. Po samych tytułach można się wiele dowiedzieć, w jakim
klimacie będzie utwór."Pamięć Królów", "Elfy i Duch Mgły", "Pani Zielonego Stawu"...
tematyka płyty też oryginalna, choć ostatnio popularna w innych kręgach kulturowych
(film). Żywsze kawałki stanowią mniejszą część płyty, ale są. "Płonąca Tęcza" nieco
przywodzi na myśl nawet kawałki trakerowe z małego Atari. Niemniej pasuje do reszty
płyty. Słuchając płyty parę razy zaczyna się dostrzegać historię. Dla mnie to pozytyw, przy
takim rodzaju elektroniki.
Jako wierny słuchacz twórczości Jarre'a, nie mogłem się powstrzymać od skojarzeń.
Wszystko przez ten wiaterek i parę instrumentów w pierwszym utworze... Jednak to tylko i
wyłącznie pozytywnie wpłynęło na odbiór muzyki. Płyta jest na pewno oryginalna i warta
uwagi. Polecam.
                                                                                                           Krzysztof Wiśniewski
Przedruk za Serwisem Muzyki Elektronicznej MOOZA


In The Garden of The Rainy King
W zasadzie podchodzę z pewnym dystansem do płyt artystów, którzy zmieniają niejako
gatunek muzyczny w którym tworzą. Powodem są głównie niezbyt ciekawe osobiste
doświadczenia w słuchaniu takiej twórczości. Nie oznacza to jednak, że takowych
kompozytorów "skreślam na starcie". Ciekawość zwycięża. Nie inaczej było w przypadku
nieznanego mi zupełnie Andrzeja Mierzyńskiego, który był w przeszłości związany głównie
z muzyką rockową. Kiedy pojawiła się okazja wysłuchania krążka wymienionego w tytule,
skorzystałem i... nie żałuję.
Na płytce powitają słuchacza delikatne, nieco el-popowe, klimaty momentami
przeplatane barwami przypominającymi styl Jeana Michela Jarre'a (szczególnie w
otwierającej krążek kompozycji). Taki początek może się wydać niespecjalnie
zachęcający (oczywiście nie dla każdego), ale w trakcie zagłębiania się coraz bardziej w
umieszczone na CD kompozycje będziemy, odkrywać co i rusz to nowe (czasami dość
zaskakująco wplecione w dany utwór), oryginalne dźwięki. Niecodzienne barwy,
nagromadzenie brzmień i wyraźna acz niespecjalnie narzucająca się sekcja rytmiczna
dobrze ze sobą współgrają. Słychać, że artysta nie boi się używać wielu instrumentów w
jednej kompozycji i nie "gubi się" w ich ilości. (...) Ogólnie bardzo spokojnie, może trochę
zbyt spokojnie, ale melodyjnie (bez zbytnich słodkości), stosunkowo świeżo i z pewnym
delikatnym... polotem.
Sądząc po tytule płyty muzyka na niej zawarta powinna spełniać rolę swoistego
dźwiękowego obrazu, a bogate instrumentarium odgrywa niemałą rolę w uzyskaniu
odpowiednich nastrojów, co kompozytorowi się udaje. Może się wydawać, że to kolejna
produkcja el-popowa nastawiona na szersze grono słuchaczy (po części tak zapewne
jest). Jednakże po kliku spotkaniach płytka wiele zyskuje, szczególnie przy słuchaniu przy
pomocy słuchawek, kiedy można bardziej "zagłębiać się" w dźwięki. Dla odprężenia
zalecane.
                                                                                                                         El-Skwarka
Przedruk za Magazynem Muzyki Elektronicznej ASTRAL VOYAGER


In The Garden of The Rainy King
Byliście kiedyś w Ogrodzie Deszczowego Króla? Jeśli nie, to teraz macie taką okazję.
Wraz z przewodnikiem Andrzejem "Andymianem" Mierzyńskim, na 70 minut można
odwiedzić Deszczowe Królestwo. I wcale nie trzeba wydawać tysięcy w biurach podróży.
Wystarczy, za niewielkie pieniądze, kupić płytę "In The Garden Of The Rainy King", włożyć
ją do odtwarzacza, założyć słuchawki, zamknąć oczy i wyruszyć w przejmującą podróż
pełną wrażeń.
Ogród Deszczowego Króla to tajemnicze miejsce, pełne spokoju i radości. Album, choć
deszczowy w tytule, ma bardzo radosny klimat. Po zamglonym ogrodzie oprowadza nas
sam Król. W czasie podróży cały czas towarzyszą nam roześmiane elfy. Pani Zielonego
Stawu tańczy w rytm lejących się strug deszczu, budząc do zabawy Nenufary... Reszty
wam nie zdradzę, sami musicie to przeżyć.
Andrzej Mierzyński pięknie zilustrował tę opowieść. Dźwiękami namalował obraz ogrodu.
W szczegółach przekazał nam wizję krainy, w której każdy z nas chętnie by się znalazł.
Jeszcze raz zaznaczę, że Andymian zrobił to przepięknie. Przestrzenne klimaty, po brzegi
wypełnione delikatnymi el-brzmieniami, czasami kojarzącymi się z motywami Jeana
Michela Jarre'a. Użyte mnogie instrumentarium naprawdę robi wrażenie. Wszystko
dokładnie przemyślane i zagrane z jubilerską precyzją. Artyzm w czystej postaci. Gorąco
polecam...
Aha, jeszcze jedno. Miłego pobytu w Ogrodzie Deszczowego Króla. Nie zapomnijcie
wziąć ze sobą parasola...
                                                                                                                   LookAsh Mijała
Przedruk za Magazynem Muzycznym GERY MUZYKA
okladkaatlantyda
okladkaladna
oklakdaspirit
okladkaaniol
okladkalords
okladkakoledy
okladkastrach
okladkadeszczowy
okladkaarchipelag
e-mail: elamierzynska@o2.pl   amierzynski@o2.pl             

Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła / Atlantis - Journey To The Abyss
Of Time
Im częściej słucham Waszej muzyki, tym bardziej podziwiam pomysły na
udzwiękowienie wizji, gdzieś błądzących po mózgowych zakamarkach i
czekających na swoją kolejkę wyjścia do światła i zamienienia się w dzwięki
skaczące nie tylko po klawiszach pod Twoimi palcami Andrzeju, ale również po
strunach głosowych towarzyszącej Ci, utalentowanej Eli.Czasem wydawało mi
się, że świat wszedł w rozdział, gdzie wrzask, dzikie podskoki, golizna, narkotyki i
kasa torują drogę nowym stylom, ale jakże się myliłem.Są jeszcze twórcy, dla
których podróż w krainie zaczarowanych nutek, otwiera nowe harmonie dzwięków i
tworzy styl, dający relaks, wprowadzają w zadumę, a zarazem zaskakują łatwością
odbioru.Dla mnie Wasza muzyka łączy sie nieodzownie z przyrodą, tą polską, i
dlatego dzięki za ożywianie tych zaczarowanych nutek, które bez Was pozostały by
gdzieś uwięzione w odchłani zapomnienia.Dalej, w sto koni, na podbój ludzkich
wyobrażni.
                                                                                          Zbyszek z Chicago

Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła / Atlantis - Journey To The Abyss
Of Time
Wysłuchałem Państwa  CD uważnie, ale dopiero po pewnym czasie, nie od razu, łatwo
nie było, bo jak się czegoś innego słucha  i czasu nie ma za wiele, to od razu nie można
wejść w inne klimaty.  Dopiero więc po pewnym czasie  słuchanie Waszej płyty
przyniosło efekt, bo nagle usłyszało się coś fajniejszego od tego co jest na co dzień
wszędzie. Zauroczył mnie już sam poetycki tytuł płyty, potem słuchając muzyki
rozumiałem jej piękno - interesująca, piękna muzyczna lektura, do której teraz się będzie
powracać. Jeszcze dodajmy do tych wrażeń  subtelny głos Pani Elżbiety, który  mimo że
naturalny, lekki i jasny,  umie się włączyć w muzykę elektroniczną i wyróżnia kompozycje.
A przecież chyba nie jest łatwo śpiewać do takiej muzyki, ponieważ  syntezatory wnoszą
bardzo dużo nowych brzmień . Więc niech gra muzyka ANDYMIAN !!!
Pozdrawiam
                                                                                    Stanisław Kubicz (Chicago, USA)