Albumy CD / DVD / EP wydane w latach 2002 - 2022

Projekty okładek - Andrzej Mierzyński

Recenzje

Podróże przez... Cztery Pory Roku (2018)

* * * „Cztery Pory Roku” Antonio Vivaldiego po raz pierwszy ukazały się drukiem w 1725 r. Od tej pory dzieło włoskiego kompozytora było źródłem pozytywnych przeżyć dla rzesz melomanów. Oprócz klasycznych wykonań tej muzyki, podejmowano próby transkrypcji "4 Pór" na klawesyn, czy gitarę i orkiestrę symfoniczną. Ten bardzo znany cykl koncertów skrzypcowych stał się też swobodną inspiracją dla duetu Elżbiety i Andrzeja „Andymiana” Mierzyńskich z Olsztyna. Na podwójnym albumie artystów, zatytułowanym "Podróże przez... Cztery Pory Roku" i wydanym w styczniu 2018 r., posłuchać można fragmentów oryginalnej muzyki Vivaldiego w postaci krótkich sampli, które rozpoczynają każdą z czterech suit, jednak główną zawartością kompaktów są osobiste refleksje autorów - zazwyczaj sielankowe klimaty w harmonijnej, syntezatorowej oprawie. Instrumenty klawiszowe Andymiana doskonale współgrają z wokalizami Elżbiety. Wprawne ucho wyłapie wiele niuansów drugiego planu, na przykład ciekawie brzmią subtelne podkłady perkusyjne. To muzyka koncepcyjna, która niektórym słuchaczom przypadnie do gustu przy drugim, trzecim przesłuchaniu. Istotną rolę stanowią też teksty Elżbiety Mierzyńskiej, wydrukowane na osobnej książeczce. Można znaleźć tam zarówno nowe wyrazy wymyślone przez rozpaloną poetycką wyobraźnię, jak i refleksje nad wyraz aktualne i przyziemne ("...kruche ciastka z GMO"). Jak zawsze, dwunasta i trzynasta  płyta w dorobku sygnowanym logo "Andymian", jest nienagannie nagrana technicznie. Jej okładki wypełnia malarstwo Miry Smerek-Bieleckiej. Cały materiał z wizualizacjami w technice fulldrome miał swoją premierę w postaci koncertów pod kopułą Olszyńskiego Planetarium. 

Rezerwacja na łyk powietrza (2017)

* * * Jak ten czas szybko płynie! Trzymam w ręku okładkę 10 płyty zaprojektowanej i nagranej przez Andrzeja Mierzyńskiego. Od pewnego czasu ten olsztyński kompozytor wydaje nowe projekty z żoną Elżbietą jako duet "Andymian". Najnowszy krążek pod tytułem "Rezerwacja na łyk powietrza" jest jak poprzednie, dopieszczony w każdym calu. Ale o tym za chwilę. Nie byłoby tej muzyki, gdyby nie synergia wielu osób. Na okładce wspomniano o współudziale naszych rodaków z Polskiego Radia Chicago i zdjęciach nadesłanych przez mieszkających w USA Polaków. Projekt pod nazwą "Bilet Olsztyn - Chicago" miał swoją publiczną premierę w 2014 roku w Olsztyńskim Planetarium. Te dość niezwykłe otoczenie na pewno odpowiednio nastroiło do odbioru słuchaczy. Materiał nagrany na płycie, konsumowany w domowym zaciszu, również broni się doskonale. Na pewno wpływ ma na to nie tylko inwencja artystów, ale też precyzyjny miks i mastering, również autorstwa Andrzeja. Pewne niuanse dostrzega się dopiero przy kilkukrotnym odsłuchaniu. Wtedy to całość nabiera blasku i pozwala rozkoszować się cyfrową jakością zapisu. Łatwo zauważyć, że zawartość CD to pewnego rodzaju koncept-album. Początek (ciekawe sample), rozwinięcie tematu, dużo piosenek i swoista coda. Pewną ciekawostkę stanowi fakt, że prócz sampli, kompozytor nie używał żadnych syntezatorów wirtualnych, wszystko gra "z ręki". Wspomnieć należy też o części wokalnej Eli i tekstach jej autorstwa. Chyba już nie raz pisałem, że Elżbieta Mierzyńska po prostu lubi śpiewać i to słychać, a jej mąż ma talent do tworzenia melodii, więc dobrze się uzupełniają. Piosenki są czasami zabawne (Śpiewam po polsku, bo to szeleści nic nie rozumiesz, a mnie to cieszy), pokazują w poetycki sposób rzeczywistość (Nie stracę głowy dla diabła w kinie), czy też wyrażają autoironię (Łyżkami jeść będę do syta moje słodkie kalorie). Ciekawe, prawda? Skoro autorka zapewnia "Mam rezerwację na łyk powietrza, jestem jak wszyscy na chwilę jedną" poświęćmy tych chwil więcej, aby odpocząć przy tej przemyślanej, a zarazem subtelnej muzyce.  

Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła (2013)

* * * Małżeński duet "Andymian" czyli Elżbieta i Andrzej Mierzyńscy, ustanowił już pewną tradycję. Co roku bowiem para dostarcza  regularnie na muzyczny rynek kolejną porcję swoich pomysłów. Najnowszy box, to dwie różniące się od siebie płyty. Jedna - "Ładna dla Nieba..." - stanowi realizację wokalnych fantazji Elżbiety, wspomaganych ciekawie dobranymi elektronicznymi podkładami Andrzeja, oraz druga - "Atlantis..." na której Andrzej spina po latach swoje starsze szkice, a Ela towarzyszy mu swoim głosem bardziej dyskretnie. "Ładna dla Nieba, wredna dla Piekła" jest dość odważną propozycją. Nie ma na niej bowiem piosenek w klasycznym znaczeniu tego słowa. Przeważają bardzo swobodne zbitki słów, mające jednak swoją rytmikę, jakby wewnętrzny puls i jakąś nie do końca ujawnioną tajemnicę. Subtelności i niedomówień uważny meloman znajdzie z pewnością dużo więcej, jeśli oczywiście zechce poddać się tym oniryczno-somnabulicznym kompozycjom. Ciekawie słucha się motywów orientalnych, jak i tych totalnie "odjechanych". Ela faktycznie wie jak można zrobić użytek ze swoich strun głosowych i wyraźnie sprawia jej to radość. Jak ognia unikam ostatnio porównań (podobno są one dobre dla zastosowań amatorskich i komercyjnych), ale słuchając krótkich, i soczystych emanacji talentu Elżbiety, mam wrażenie że doczekaliśmy się polskiej Kate Bush (oczywiście jest to moja subiektywna opinia z którą Elżbieta pewnie się nie zgodzi). Tylko czy w tych ciężkich dla ambitnej twórczości czasach, ma ona szanse się przebić? Czas pokaże. 
Damian Koczkodon (elmusic, 2013) 

* * * Im częściej słucham Waszej muzyki, tym bardziej podziwiam pomysły na udzwiękowienie wizji, gdzieś błądzących po mózgowych zakamarkach i czekających na swoją kolejkę wyjścia do światła i zamienienia się w dzwięki skaczące nie tylko po klawiszach pod Twoimi palcami Andrzeju, ale również po strunach głosowych towarzyszącej Ci, utalentowanej Eli. Czasem wydawało mi się, że świat wszedł w rozdział, gdzie wrzask, dzikie podskoki, golizna, narkotyki i kasa torują drogę nowym stylom, ale jakże się myliłem. Są jeszcze twórcy, dla których podróż w krainie zaczarowanych nutek, otwiera nowe harmonie dzwięków i tworzy styl, dający relaks, wprowadzają w zadumę, a zarazem zaskakują łatwością odbioru. Dla mnie Wasza muzyka łączy sie nieodzownie z przyrodą, tą polską, i dlatego dzięki za ożywianie tych zaczarowanych nutek, które bez Was pozostały by gdzieś uwięzione w odchłani zapomnienia. Dalej, w sto koni, na podbój ludzkich wyobrażni. 
Zbyszek z Chicago (2014) 

* * * Wysłuchałem Państwa CD uważnie, ale dopiero po pewnym czasie, nie od razu, łatwo nie było, bo jak się czegoś innego słucha i czasu nie ma za wiele, to od razu nie można wejść w inne klimaty. Dopiero więc po pewnym czasie  słuchanie Waszej płyty przyniosło efekt, bo nagle usłyszało się coś fajniejszego od tego co jest na co dzień wszędzie. Zauroczył mnie już sam poetycki tytuł płyty, potem słuchając muzyki rozumiałem jej piękno - interesująca, piękna muzyczna lektura, do której teraz się będzie powracać. Jeszcze dodajmy do tych wrażeń subtelny głos Pani Elżbiety, który mimo że naturalny, lekki i jasny, umie się włączyć w muzykę elektroniczną i wyróżnia kompozycje. A przecież chyba nie jest łatwo śpiewać do takiej muzyki, ponieważ syntezatory wnoszą bardzo dużo nowych brzmień. Więc niech gra muzyka ANDYMIAN !!! Pozdrawiam 
Stanisław Kubicz (Chicago, USA 2014) 

* * * Płyta przyszła wczoraj... Już po samej okładce widziałam, że będzie czad... Okładka jest genialna, no, a muzyka przewspaniała, doskonała całość, myślę, że nie będzie problemu ze sprzedażą. Powiem Wam, że mój ulubiony utwór to: „Na poduszce białego obłoku". Wczoraj słuchałam chyba z 30 razy, i za każdym razem odkrywałam coś nowego. Znakomity wokal, no czad, podoba mi się. Mąż jeszcze nie słuchał, ale jestem pewna, że też mu się będzie podobać. W ogóle, tytuły utworów są tak genialnie dobrane, no i muzyka Pana Andrzeja - mega, naprawdę jestem pod wrażeniem. (...) Jak to miło posłuchać jest zupełnie coś innego, nowego, aniżeli te wszystkie na jedną kupę utwory... 
Justyna (Chicago, USA 2014) 

* * * Dzisiaj otrzymaliśmy od Państwa CD. Oczywiście była uczta muzyczna. Tak - jak najbardziej - taka relaksująca, wprowadzająca w stan wyciszenia, spokoju muzyka, jest przez nas słuchana i na pewno będzie często u nas odtwarzana. Drodzy Państwo, jesteście obdarzeni, wielkim talentem, żeby taką muzykę tworzyć i uszczęśliwiać ludzi, którzy doceniają zdolność twórczą i taką muzyką się delektują. Dziękuję bardzo za te CD, szczere od serca! 
Stanisław (Norridge, USA 2014)

Atlantis - Journey to the Abyss of Time (2013)

* * * Przyznam, że po pierwszym przesłuchaniu miałem mieszane uczucia, spodziewając się że olsztyński kompozytor przeskoczy samego siebie powalając czymś absolutnie nowym słuchacza, ale Atlantyda to starszy projekt który istniał w zarysie przez kilka  lat. Wreszcie Andrzej uznał, że nadszedł czas na jego końcową realizację i dograł brakujące ścieżki, poprawił co trzeba, nadając całości klarowną formę. Powstał album koncepcyjny, którego należy słuchać jednym ciągiem. Syntetyczna, o gęstej fakturze muzyka, opisuje mityczną krainę zatopioną ponoć wieki temu. Być może spodoba się miłośnikom brzmień egzotycznych, pompatycznych i symfonicznych. Autor sugeruje odbiór swojej muzyki na dużym zestawie typu wzmaczniacz-kolumny, co w czasach użytkowników rozmaitych elektronicznych gadżetów z 3 watowymi głośniczkami  ma jak najbardziej sens. Muzyka bowiem dociera wtedy do uszu całym pasmem, a idea przekazu i szczegóły stereofonicznej sceny zostają należycie wyeksponowane. Kontemplacyjna suita trwa ponad godzinę, która przyjemnie i szybko mija, szczególnie gdy w zaciemnionym pokoju skoncentrujemy się wyłącznie na jej odbiorze. Czy podejmiesz te wyzwanie drogi słuchaczu? 

Bezsenność Anioła (2010)

* * * Andrzej Mierzyński coś się jakoś niechętnie reklamuje, a ja chciałem zachęcić bez recenzji, bo czasu nie mam za bardzo - dwukrążkowe CD Bezsenność anioła / Spirit -Escape from Civilization, gdzie pierwsza część to świetna muzyka połączona ze śpiewemi wokalizami żony Elżbiety - bardzo równy i czarujący materiał - typ płyty „play it again and again...”. Dysk drugi to czyste el. Ewoluuje tu Andymian, a ma już swoje rozpoznawalne brzmienie, w stronę ostrzejszego - powiedziałbym - grania, z tym że z zachowaniem swej delikatności i z tym, że Andrzej zaczął manipulować emocjami. Dla mnie nagranie „Through the Centuries Chariots of Generations” czy „Sacrifice on The Altar of Destiny”, a zwłaszcza fenomenalny hit polskiej el - „The First Crusade”, który jak dla mnie pozostanie już na świeczniku rodzimego el, to kwintesencja progresji w muzyce Andymiana. (...) Andrzeju gratulacje! spawngamer 
Studio Nagrań (forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej, 2010) 

* * * Po kilku latach wspólnego grania musiało się tak stać. Połączenie małżeńskich pasji zaowocowało wydaniem płyty... Poetyckie zapędy Eli znalazły tu swoje większe spełnienie. Przy obróbce materiału wykorzystano wiele technik uatrakcyjnienia wokalizy. Andrzej zrobił dobrą robotę: tam gdzie przydatny był pogłos, tam dodał echo, tam gdzie uznał za stosowne - nastąpiło zwielokrotnienie głosu, a jak zdecydował że atrakcyjne będzie powtórzenie, tak się dzieje. Zaśpiewy Eli swobodnie krążą po całym przestrzennym spectrum. W efektem końcowym, ludzki głos na tej płytce jest równoprawnym instrumentem a elektroniczne akcesoria w harmonii uzupełniają kobiecą ekspresję. Wyraźnie słychać że nagrania powstały z potrzeby serca i czuć tu radość tworzenia. Nawet w chwilach, gdy Ela śpiewa o poważnych rzeczach („życie jest jak szkło”) - czyni to lekko, z pogodą ducha, którą u nich obojga tak lubię. Zresztą, optymizm i inne pozytywne klimaty jak motto, przewijają się przez całą płytę. Moją uwagę przyciąga czwarta kompozycja „Dzień który mnie prowadzi”. Doskonała oprawa instrumentalna. Podoba mi pewność z jaką grana jest linia melodyczna, odpowiednio wylansowana ta piosenka mogłaby się stać radiowym przebojem. Zabawy z formą trwają dalej, poezja bardziej zaangażowana a tekst niekiedy (np. w "Nie zabijaj mnie Panie mój") można nazwać formą modlitwy. W miarę upływu czasu jest coraz ciekawiej. Kolejność utworów nie jest przypadkowa, bowiem większa warstwa melancholii czyni kompozycje bardziej osobistymi. Kapitalne jest nagranie dziewiąte „Tęczowy motyl” gdzie Ela, niczym kilkuletnia dziewczynka biegająca po polanie śpiewa sobie "la la la". Bardzo mi to przypadło do gustu. W przypadku wartościowych nagrań jest tak że przy każdym odsłuchaniu coś innego zachwyca. Ta zasada sprawdza się również na tej płycie. Oczywiście ile prawdy jest w twierdzeniu że Ela widziała anioła i szorowała z nim gwiazdy, nie sposób stwierdzić i nie należy nawet tego dociekać. Wystarczy dodać że te uduchowione muzyczno wokalne pomysły wzniosły się na wysoki pułap poetyckiej elegancji i niepospolitego szyku dźwięków. Podporządkowanie instrumentalnych ambicji wyeksponowaniu możliwości ludzkiej krtani nie przyniosło szkody całemu zamierzeniu. Ela, mająca swój mały kącik na niektórych wcześniejszych wydawnictwach męża, tu wreszcie pokaźnie rozwinęła skrzydła. Gratuluję pomysłu i zgrabnej realizacji. 
Damian Koczkodon (elmusic, 2011) 

* * * ...i oto znów otwierają się przed Tobą elektroniczne otchłanie, oplecione delikatnymi muśnięciami miękkich nut wypełniających przestrzeń, a przestrzeń ta jest znów, jak wielowymiarowy dywan utkany z jedwabnych nici, z których każda mieni się niepowtarzalną barwą, by stworzyć przyjemną dla ucha i ducha tkaninę. Choć usłyszysz znane Tobie z poprzednich albumów brzmienia i w pierwszym momencie wyda się Ci, żeto już było, to jednak po głębszym i uważniejszym wsłuchaniu się, szybko odkryjesz nowe bogactwo brzmieniowe wplecione w znane już Tobie struktury. Zapraszam zatem do wysłuchania obu niezwykle ciepłych płyt, niech zawarta na nich muzyka ogrzeje zmarznięte zimową zawieruchą Twoje zmysły. Najnowszy dwupłytowy album Andrzeja i Elżbiety Mierzyńskich ukazał się pod koniec 2010 roku. Oba krążki zawierają bardzo delikatną i ilustracyjną muzykę. Płyta "Bezsenność Anioła" jest wspólną pracą Elżbiety i Andrzeja, tak więc oprócz rozbudowanych instrumentalnych aranżacji Andrzeja, usłyszysz delikatny, jakby zamglony głos nieodłącznej wokalistki kompozytora. Natomiast płyta "Spirit - Escape from Civilization" jest już indywidualną pracą Andymiana. Całość jest wydana w tekturowym digipacku podkreślając delikatność i miękkość zawartych w nim dźwięków. 
Wawrzek (2011) 

* * * O tym, jak odlotową muzykę tworzą Elżbieta i Andrzej Mierzyńscy, najlepiej świadczą tytuły utworów z ich nowej płyty, z których „Spadnie śnieg” należy do najbardziej przyziemnych. Podobno na bloku, w którym mieszkają, znów pojawiły się rusztowania... Nie wdając się w ocenę stanu budowlanego Elżbieta wykorzystała sytuację i napisała tekst pt. „Noc zAniołem”. Ogarnięta bezsennością narratorka widzi przez okno, że na rusztowaniu tajemniczy Anioł spożywa kolację, więc nadarza się okazja do zamienienia z nim kilkasłów. Autorka nie ujawnia szczegółów, ale musiała to być fascynująca rozmowa. Elżbieta i Andrzej „Andymian” Mierzyńscy są znani bywalcom Elektronicznych Pejzaży Muzycznych, organizowanych od kilku lat przez Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie. Ale ich najnowszy dwupłytowy kompakt z utworami wokalnymi i instrumentalnymi jest przedsięwzięciem całkowicie prywatnym. Gdyby ktoś miał wątpliwości, jest to małżeństwo, które od lat spełnia się (także) w muzyce, przy czym Ela jako dziennikarka pisze teksty i śpiewa, zaś Andrzej (z zawodu grafik komputerowy) komponuje i gra na syntezatorach, nie tylko jako akompaniator. Jakie wrażenie pozostawia ta muzyka, każdy musi przekonać się osobiście... Wspomnę tylko, że odlotowy klimat płyty potwierdzają tytuły innych piosenek, np. „Co powiesz Niebu”, „Stroję się w deszczu”, „Kawa na Księżycu” czy „Tęczowy motyl”, w której zwiewna wokaliza przypomina fruwającego motyla między kwiatami na łące. Płyta z utworami wokalnymi zatytułowana jest „Bezsenność Anioła”, a utwory instrumentalne Andymiana noszą tytuł ogólny „Duch - Ucieczka z Cywilizacji”. Tutaj jednak słowa mało znaczą - tego po prostu trzeba posłuchać. 
red. Marek Książek Olsztyn24 (2011)

* * * Wczoraj przyszła do mnie zamówiona w Generatorze płyta "Bezsenność Anioła / Spirit -Escape From Civilization" autorstwa państwa Andrzeja (aka Andymian) i Elżbiety Mierzyńskich. Szczególnie uwagę zwraca album "Bezsenność Anioła" z poetyckimi tekstami pani Elżbiety. Całość robi bardzo przyjemne wrażenie. Chwilami kojarzy się trochę z albumem "Voices" Vangelisa. 
korsarz (2012)

Spirit - Escape from Civilization (2010)

* * * Andrzej Mierzyński coś się jakoś niechętnie reklamuje, a ja chciałem zachęcić bez recenzji, bo czasu nie mam za bardzo - dwukrążkowe CD Bezsenność anioła / Spirit -Escape from Civilization, gdzie pierwsza część to świetna muzyka połączona ze śpiewemi wokalizami żony Elżbiety - bardzo równy i czarujący materiał - typ płyty „play it again and again...”. Dysk drugi to czyste el. Ewoluuje tu Andymian, a ma już swoje rozpoznawalne brzmienie, w stronę ostrzejszego - powiedziałbym - grania, z tym że z zachowaniem swej delikatności i z tym, że Andrzej zaczął manipulować emocjami. Dla mnie nagranie „Through the Centuries Chariots of Generations” czy „Sacrifice on The Altar of Destiny”, a zwłaszcza fenomenalny hit polskiej el - „The First Crusade”, który jak dla mnie pozostanie już na świeczniku rodzimego el, to kwintesencja progresji w muzyce Andymiana. (...) Andrzeju gratulacje! 
spawngamer Studio Nagrań (forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej 2010) 

* * * Liczba siedem w znaczeniu symbolicznym oznacza doskonałość, zupełność, a w biblijnej księdze Objawienia używa się jej często w odniesieniu do spraw niebiańskich, duchowych. Siódma płyta Andrzeja Mierzyńskiego "Spirit - Escape From Civilization" swoim tytułem sugeruje tematykę więcej niż przyziemną. Autor tworząc ją, zastanawiał się nad konsekwencją losów człowieka. Według wielu popularnych wyobrażeń ludzie u kresu swojej wędrówki spotkają się ponownie w innej postaci, uwolnieni od ciężaru i naleciałości swoich kultur. Są też tacy, co uważają, że cywilizacje mają swoje duchy, które dominują nad każdą z nich. Duch drzemiący w człowieku, czy duch czasów, co by nie było największą inspiracją autora,  te rozważania nad rozwojem i upadkiem cywilizacji stały się pretekstem do skomponowania 11 różnorodnych utworów. Na uznanie zasługuje fakt, że omawiane nagrania nie są kalkami poprzednich płyt. Mimo iż Andrzej wypracował swój własny sposób grania i nie wymienia, co pół roku instrumentów na nowe, stara się każdą płytę nagrywać trochę inaczej. To miłe urozmaicenie słychać szczególnie w The First Crusade  pogodnym motywie w stylu el-muzyki lat 80. Podobać się może Through The Centuries - Myths and Prophecies nasycony mnogością pomysłów, rytmicznych rozwiązań w pierwszej części i pewnymi niedopowiedzeniami w końcówce. Krótki The Last Crusade sympatycznie rozwija się w formę orientalnych pląsów. Gdy słucham tego fragmentu, nieodparcie kojarzy mi się egzotyczny taniec brzucha oglądany przez podpitych, średniowiecznych biesiadników. Through The Centuries - Legions of Stone Statues - wyraźna koncepcja, bardzo dojrzała kompozycja - chyba najlepsza na płycie. Idealna na składankę autorską. Escape from Civilization będąca podsumowaniem całego programu tchnie umiarkowanym optymizmem. Ale może tak właśnie miało być i autor zostawia "postawienie kropki nad i" słuchaczom? To płyta z rodzaju tych, które szczególnego uroku nabierają po jakimś czasie. Andrzej Mierzyński ze swoim podejściem klawiszowca, muzyka rockowego, do komponowania muzyki, kontynuuje tradycje podobne tym, jakie propagował Rick Wakeman czy Jon Lord. Szuka nowych form wyrazu tego, co mu podpowiada jego własny duch. (...) Zostaje tylko pogratulować inwencji. 

The Lords and the Paupers (2009)

* * * Płyta ta została oznaczona numerem piątym w dyskografii Andrzeja "Andymiana" Mierzyńskiego. Kolejne koncept albumy wyraźnie wskazują na to, że mamy do czynienia z twórcą, który bardzo dobrze wie, co chce przekazać słuchaczom i umie to robić. Mimo nikłego zainteresowania tym gatunkiem w naszym kraju, Andrzej konsekwentnie dostarcza nowych porcji swoich muzycznych pomysłów. Przykuwa uwagę ze smakiem zaprojektowana okładka i przejrzysta zawartość dwujęzycznej wkładki. Równie znakomita jest kondycja techniczna samych nagrań. Brzmią one czysto, wyraźnie i bardzo przestrzennie. Taka dbałość o szczegóły czyni kontakt z produktem przyjemnym i dostarcza pozytywnych wrażeń estetycznych. Poszczególne utwory to zazwyczaj optymistyczne kompozycje snujące się leniwie w elektroniczno-progresywnych klimatach. Słychać też czasami w pojawiających się sekwencjach nawiązania do popularnej starej niemieckiej elektroniki (utwór 5: Lament) ale u Andymiana te zapętlone zestawy powtarzających się dźwięków nie stanowią same w sobie powodu do przyspieszonego bicia serca. Są bardziej rdzeniem, na tle którego artysta opowiada swoje średniowieczne historie przy pomocy nienatrętnych solówek. Muzyka ta, podobnie jak nagrania progresywnego rocka, które lubi Andrzej, obfituje w barokowe ozdobniki i ornamenty. Jednak zdecydowanie jest to wciąż muzyka elektroniczna. Ciekawe, że znakomita większość muzyki jaką tu słychać mimo egzystencjalnych, czasami dramatycznych tytułów, muzyka jest pogodna. Autor nie straszy nas spektakularnymi efektami. Dźwięki należą najczęściej do kategorii tych „przyjaznych dla ucha”. Zaduma nad dawnymi czasami i melancholia słyszana tu i ówdzie, staje się pretekstem do generowania nastroju przyjacielskiej pogawędki przy kominku. Wynika to zapewne z pogody ducha cechującej artystę. Pozytywne nastawienie do świata twórca przekuwa na język muzyki zarażając słuchacza optymizmem. Takie widzę główne przesłanie tej muzyki, a kto się z tym nie zgadza może wyzwać mnie na pojedynek mieczy... słowa ;). 
Damian Koczkodon (elmusic, 2011) 

* * * Przepiękna muzyczna przesyłka od ciebie, dotarla cała zdrowa :) Tak, ta muzyka do mnie przemawia całą sobą. To co robisz, tworzysz jest fantastycznie przepiękne, cieszę się że jesteś, cieszę się, że cię mogłem poznać poprzez twoją muzykę, a może gdzieś, kiedyś w Polsce zobaczymy się...? Kto wie... 
Norbert M. (Radom 2011) 

* * * Andrzej Mierzyński wydał album "The Lords and The Paupers" w 2009 roku, nie jest to więc "świeżynka" na polskiej elscenie. Ale muzyka jest bardzo bogata i warta zaprezentowania. Pisząc "bogata" mam na myśli wiele pozytywnych określeń, które nie są w stanie w pełni opisać tej muzyki. Czyżby taki był zamiar autora:-)? Poważnie rzecz ujmując krążka słucha się świetnie, ostatnimi czasy nie opuszcza on szuflady odtwarzacza... i tak będzie to trwało jeszcze długo. Zapraszam do słuchania. 

Tysiące Wigilii - Kolędy polskie (2008)

* * * Jesteśmy zachwyceni kolędami w państwa aranżacji! pozdrawiamy 
A. B. R. Knapik 

* * * Kolędy spodobały się naszym klientom, bardzo. 
Darek Naworski (Radio Zet, 2008) 

* * * Piękna płyta. Kolędy zaśpiewane i zagrane bardzo ładnie. Cieszę się też, że nie zmieniliście linii melodycznych -- to jest to! A nie jak te wszystkie dziwadła wymyślane w okolicy świąt. Słowem, super i pozytyw na 150 procent. 
Ryszard Rząp (zawodowy organista, 2008) 

* * * Andrzej, Ty wiesz, że ja na muzyce elektronicznej się nie znam. Słucham Twoich płyt, ale na ich temat się nie wypowiadam. Rozumiem, że jeśli chodzi o kolędy, chciałeś opisać je według własnego zamysłu, wpisując to w nowoczesne brzmienia. Natomiast, kiedy przy tej muzyce słyszę Elę, to cicho nie pozostaję. Jestem pod wrażeniem jej głosu. Ela według mnie dysponuje barwą niecodzienną, tak już właściwie się nie śpiewa. To barwa, w której jest ciepło, szlachetność, szczerość, wielki spokój i to wszystko, co określa się powszechnie jako pozytywna energia. 
Alicja Gotowiec, Centrum Piosenki i Umuzykalnienia w Olsztynie (2014) 

* * * Dziękuję za płyty z kolędami. Zrobiliście coś bardzo radosnego, chce się przy nich niemalże wędrować w tanecznym korowodzie. Płyta podobała się tym, którzy słuchali jej u mnie i nie znając Was zupełnie wyrażali się o niej z uznaniem. Jedna z płyt powędrowała za granicę, do Brukseli, do ogólnie rzecz mówiąc wymagającego środowiska. Co usłyszałam potem w odpowiedzi? Że chcą Was usłyszeć przy następnych świętach. Gratuluję.  
Jolanta Mierzejewska, projektantka mody (2014)

Scarecrow - Passion of Survival (2006)

* * * Wychwaliłem niedawno co niemiara płytę Andymiana 'In The Garden Of The Rainy King' i zdania nie zmieniam - to świetny album. Po wgłębieniu się w kolejną propozycję olsztyńskiego elektronika muszę jednak stwierdzić, że Andrzej Mierzyński rok później nagrał krążek jeszcze lepszy. 'Scarecrow...' przebija 'Ogród Deszczowego Króla', jest świadectwem rozwoju kompozytora. W sumie to porównania są trochę nieuprawnione, bo Mierzyński stworzył płytę odmienną od poprzedniej. O ile na 'In The Garden...' nastroje zmieniały się dość niespodziewanie, poszczególne motywy migotały jak w kalejdoskopie, o tyle 'Scarecrow...' spokojnie i majestatycznie płynie. Żadnych zaskoczeń, nagłych zwrotów akcji. Jakby nadrzęnym zamysłem albumu był spokój. Długie, sekwencyjne kompozycje mają czas,żeby się w naturalny sposób rozwinąć. Pozornie są dość jednostajne, ale stopniowo zmieniają strukturę. Drugie plany stają się pierwszymi, repetycyjne kręgosłupy zostają obudowane kolejnymi warstwami dźwięku. Kropkę nad I stawia Andymian w finale płyty, gdzie znakomicie wtapia w muzyczną tkankę przetworzoną wokalizę swojej towarzyszki życia, Elżbiety Mierzyńskiej. Jak dla mnie jest to czytelny sygnał, że po kolejnych dziełach kompozytora możemy spodziewać się zaskoczeń, że Andymian, choć zakorzeniony w tradycji, pozostaje twórcą poszukującym. Utwory przechodzą w siebie niepostrzeżenie, jakbyśmy mieli do czynienia z potężną, godzinną suitą. Z reguły takie końskie dawki elektronicznych brzmień nużą mnie, ale nie tym razem. Może dlatego, że słychać w tych dźwiękach oddech, przestrzeń. Tak chyba miało być, bo 'The Scarecrow...', choć świetnie funkcjonuje jako odrębne dzieło, jest ilustracją do sztuki teatru Między Innymi. Tytułowy strach, cały swój żywot spędza wszak na przestronnym polu, a jego zmagania z żywiołami natury to figura ludzkiego losu. Ciekaw jestem jak muzyka Andymiana współistniała z przedstawieniem, ale z drugiej strony obawiam się, że skoncentrowany na grze aktorów mógłbym jej nie docenić. Może i lepiej, że obcuję tylko z dźwiękiem? Kompozycje ilustrują poszczególne siły przyrody, którym stawia czoło strach. Może bez znajomości tytułów nie skojarzyłbym danych dźwięków z tym albo innym zjawiskiem atmosferycznym, ale samą fascynację ogromem natury odczuwam w nich od razu. To płyta, którą możecie puścić sobie przez słuchawki w czasie urlopu w górach albo nad wodą. Niektórzy w piękne okoliczności przyrody zabierają płyty Mostly Autumn, ja będę pakował do plecaka 'The Scarecrow...'. Polski Klaus Schulze? To chyba nie będzie porównanie na wyrost. 
Paweł Tryba (ProgRock, 2009)

* * * "Scarecrow" to concept-album olsztyńskiego muzyka i producenta Andrzeja Mierzyńskiego, działającego pod pseudonimem Andymian. Na krążku znajdziemy muzykę inspirowaną plenerowym spektaklem teatru "Między Innymi", stworzoną w roku 2006 i (w skróconej formie) towarzyszącą teatrowi już na kilku festiwalach. Tytułowy alegoryczny Strach Na Wróble może uosabiać każdego z nas - bohater zmaga siędzielnie z najrozmaitszymi przeszkodami losu, ale cała historia otrzymuje szczęśliwe zakończenie. Album trwa prawie godzinę, co z pewnością ucieszy miłośników długich sekwencyjnych form: nie brak tutaj ponad 10-minutowych utworów, stanowiących popis wizualizacyjnie sugestywnej, wielowątkowej muzyki elektronicznej kojarzącej się główniez filmowymi impresjami Tangerine Dream połowy lat osiemdziesiątych. Oczywiście także miniatury zasługują na uwagę, jak choćby króciutki utwór drugi, naładowany dysonansowymi warstwami akordowymi, przywołując klimat rodem z "Quichotte" TD. Słychać, iż muzykowi i kompozytorowi w jednej osobie nie brakuje specyficznego poczucia humoru oraz swobody w operowaniu środkami wyrazu - niewątpliwie warto prześledzić losy Stracha Na Wróble i parokrotnie dać się zaskoczyć zwrotom muzycznej akcji... 
Igor Wróblewski (Generator, 2006) 

* * * Podczas Olsztyńskich Elektronicznych Pejzaży nabyłem m.in. cieplutką płytkę (2 dni wcześniej wyszła z tłoczni!) Andymiana (Andrzeja Mierzyńskiego) - trzecią w kolejności kompaktową produkcję tego olsztyńskiego el-muzyka. Przyznaję, że pierwszej nie znam, a druga, "In The Garden Of The Rainy King" sprzed roku, nie zachwyciła mnie. Na szczęście Andrzej-muzyk rozwija się i jego nowa płyta zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie! Stanowi spójne przemyślane dzieło i można śmiało zaliczyć ją do tzw. pły tkoncepcyjnych. Kto zna muzykę Andymiana ten wie, że bardzo blisko jej do muzyki ilustracyjnej - teatralnej - i nie ma sie temu co dziwić, wszak jest ona jakby tworzona zmyślą o teatralnych wizualizacjach z którymi jest często prezentowana. Jednak z autonomicznego odsłuchu wychodzi obronną ręką. Nie tylko świetnie brzmi, ale wytwarza sugestywne nastroje i snuje czytelną dla wyobraźni opowieść. Kto chce poznać tę opowieść, niech spojrzy na tytuły utworów i podda się urokowi muzyki. Osobne brawa dla Elżbiety, żony Andrzeja, za jej wspaniałe wokalizy w ostatnim utworze. W odróżnieniu od ostatnich produkcji Klausa Schulze, tu, ten wspaniale współbrzmiący z syntezatorami głos jest jak najbardziej "żywy". 
JotDe (Studio Nagrań forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej, 2006) 

* * * Ten kolejny koncept album Andrzeja Mierzyńskiego zainspirowany został spektaklem plenerowym zaprzyjaźnionego z nim teatru "między innymi". Senno marzycielske dźwięki Andymiana znane z poprzedniej płyty o Deszczowym Królu doczekały się kontynuacji. I znowu ascetyzm brzmień połączony z minimalizmem ozdobników opowiada historię o mistyczno-przyrodniczych wątkach. Szczególnie polecam piękną suitę Wind - Ruse andCoolness. 
spawngamer (Studio Nagrań forum twórców i słuchaczy klasycznej muzyki elektronicznej, 2006) 

* * * Andrzej Mierzyński i syntezatory to nie znaczy tyle, co artysta i instrumenty. Słuchając albumu "SCARECROW - PASSION OF SURVIVAL" mam wrażenie, że syntezatory to naturalne organy włączone w krwiobieg kompozytora. Stanowią przedłużenie umysłu, serca i wyobraźni. Wyobraźni - której granice w przypadku Pana Andrzeja chyba nie istnieją. 

In the Garden of the Rainy King (2005)

* * * (...) Album In The Garden Of The Rainy King (analogia z tytułem "Ogród króla świtu" Bilińskiego przypadkowa) przynosi świetny materiał. (...) Świst wiatru na początku wprowadza nas w senne wibracje tego krążka. Mamy się wygodnie rozsiąść i delektować relaksacyjnymi dźwiękami. Powolne uderzenia w plemienny bęben otacza po chwili zapętlona melodia snująca się niczym miraż ze snu. Część osób podkreśla związki tej muzyki z JMJ czego ja osobiście nie dostrzegam poza jednym fragmentem w tej części z przetworzonym głosem gdzie trochę mocniej wchodzi syntezator w stylu Randez Vous(np. 2.44-3.08). Andrzej ma swój indywidualny, niepowtarzalny styl, gdzie choćby tu melodia przybiera kształt podobny do arabskich pieśni wirujących wokół słuchacza w egzotycznych rytmach. Jak sam przyznaje bardzo ważną rzeczą jest dla niego liniamelodyczna, dramaturgia, budowanie nastroju. A tego nie brakuje - wytwarza przedziwny klimat trochę kojarzący mi się z minimalizmem Hertla z tym że przybrany bogatymi ornamentacjami ozdobników. (...) Świetnie zaaranżowana część druga z ciekawą wstawką brzmienia perkusji, pięknymi samplami fascynująco imituje odgłosy kosmosu pozostając nadal w aurze spokoju w duchu wschodniej mentalności ceniącej dźwięk jako element wyciszający emocje. Ta muzyka zniewala zmysły, spowalnia bicie serca niczym opiumowy narkotyk... Zresztą wyraźny minimalizm końcowych akordów okraszony feerią dźwięków wietrznych dzwonków tym bardziej mnie skłania do takich wniosków. Kolejny nastrojowy temat to Lady Of Green Pond, gdzie znów snuje się ładna melodia odpowiednio wzbogacona zestawem oryginalnych ozdób - wszystko pozostaje w leniwym, relaksacyjnym nastroju. Z tej ścieżki nadal nie schodzimy w Dancing Yellow Water Lillies wprowadzającemu za to bardzo radosną atmosferę właśnie kojarzącą się z tańcem, a właściwie jakimś balem, gdzie podrygują wszelkie stworzenia, które w Ogrodzie Deszczowego Króla mogły by przebywać. W połowie utworu następuje jakby wyciszenie i dworskie pląsy nabierają swoistej stateczności i powagi, gdzie uwagę przykuwa ładnie zarysowana linia melodyczna. Znowu oszczędne wykorzystanie sekcji rytmicznej, dojrzałość formy wyrazu, ciekawy, dopracowany bit. Dźwięki są nadal konkretne, soczyste bez jakiś rozmazów kosmicznych brzmień, ale mimo to ta muzyka buduje nadal magiczną atmosferę co najdobitniej choćby daje się odczuć w Tempting The Wizard chyba najbardziej bogato nasyconym elektronicznymi brzmieniami. Loopami zaczyna się żywszy Horses on The Crystal Bridge naśladujących tym podkładem galop tytułowych koni, gdzie Andymian wykorzystał nawet brzmienie przypominające uderzenia kopyt o bruk. Ale zmęczenie dopada nasze ogiery i przystają by w subtelnych dźwiękach odpocząć. (...) Kawałek tytułowy powstał jako pierwszy. Andymian wspomina, że początek dał mu bit, który potem odtwarzał w kółko, szukając tematu muzycznego. Znów delikatny klimat wysnuty z precyzyjnie dobranych brzmień. Spokojne melodyjne dźwięki okraszono zmianami oryginalnych barw wplatanych co chwila, aby nieznużyć słuchacza z ciekawą oszczędną, ale wyrazistą solówką. Bo w Ogrodzie Deszczowego Króla jest wszak mimo słyszanego szumu opadów radośnie, miło, przyjacielsko... deszcz leje, my słyszymy znowu plemienny bęben i ciche odlegle dźwięki, układające się w melodie by wpaść wreszcie w Meditations in The Moonlight, a te znowu bardzo przypominają mi dźwiękiem kojarzącym się z basową gitarą z progresywnym rockiem, z tym że ładnie przyozdobionym pięknymi samplami. Burning Rainbow zaskakuje, gdyż tempo różni się od pozostałych kompozycji, rytm jest żywszy, ale nadal pozostajemy w pogodnym klimacie, i znowu niecodzienne nagromadzenie brzmień. Myślę, że wielką zaletą tej muzyki jest to, że słychać, iż instrumentarium jest w pełni spenetrowane jeśli chodzi o jego możliwości - Andymian po prostu wyciska z niego, co się da, tworząc wrażenie, że ma ich olbrzymie zaplecze. Jak przystało na płytę koncepcyjną kończy się tak jak się rozpoczyna - buszującym w kanałach świstem wiatru, spinającym klamrą całą czarowną opowieść. Andymian mówi: "Do nagrywania autorskiej płyty trzeba podchodzić jak do pisania książki czy malowania obrazu. Musi to być rzecz przemyślana i skończona. Nie może to być zlepek przypadkowych utworów". Ta muzyka wciąga. Naprawdę. (...) Zresztą warto przekonać się samemu, zaopatrując się w ten tytuł. 

* * * Byliście kiedyś w Ogrodzie Deszczowego Króla? Jeśli nie, to teraz macie taką okazję. Wraz z przewodnikiem Andrzejem "Andymianem" Mierzyńskim, na 70 minut można odwiedzić Deszczowe Królestwo. I wcale nie trzeba wydawać tysięcy w biurach podróży. Wystarczy, za niewielkie pieniądze, kupić płytę "In The Garden Of The Rainy King", włożyć ją do odtwarzacza, założyć słuchawki, zamknąć oczy i wyruszyć w przejmującą podróż pełną wrażeń. Ogród Deszczowego Króla to tajemnicze miejsce, pełne spokoju i radości. Album, choć deszczowy w tytule, ma bardzo radosny klimat. Po zamglonym ogrodzie oprowadza nas sam Król. W czasie podróży cały czas towarzyszą nam roześmiane elfy. Pani Zielonego Stawu tańczy w rytm lejących się strug deszczu, budząc do zabawy Nenufary... Reszty wam nie zdradzę, sami musicie to przeżyć. Andrzej Mierzyński pięknie zilustrował tę opowieść. Dźwiękami namalował obraz ogrodu. W szczegółach przekazał nam wizję krainy, w której każdy z nas chętnie by się znalazł. Jeszcze raz zaznaczę, że Andymian zrobił to przepięknie. Przestrzenne klimaty, po brzegi wypełnione delikatnymi el-brzmieniami, czasami kojarzącymi się z motywami Jeana Michela Jarre'a. Użyte mnogie instrumentarium naprawdę robi wrażenie. Wszystko dokładnie przemyślane i zagrane z jubilerską precyzją. Artyzm w czystej postaci. Gorąco polecam... Aha, jeszcze jedno. Miłego pobytu w Ogrodzie Deszczowego Króla. Nie zapomnijcie wziąć ze sobą parasola... 
LookAsh Mijała (Magazyn Muzyczny GERY MUZYKA, 2005) 

* * * Ostatnio otrzymałem ciekawą 71-minutową płytę polskiego artysty. Osoba bliżej mi nieznana, nie wiedziałem też, czego mogę się spodziewać po materiale na krążku. Na płytę składa się 10 utworów. Nie odpowiadają one numerom na odtwarzaczu, a to przez jakieś dziwne zabiegi z łączeniem utworów. Dobrze, że wytwórnia zachowała chociaż podział na indeksy (dostępne na starszych odtwarzaczach cd). Poza tym same plusy: płyta tłoczona, okładka i nadruk płyty z drukarni, hologram ZAiKS! Jednym słowem wydana w pełni profesjonalnie przez MIAN MUSIC - pewno zasługa wielu sponsorów. Pierwsze wrażenie pozytywne. Wiaterek na początku płyty - coś rodem z Oxygene IV, niewprowadza jednak w znany motyw. Pojawia się ciekawy bit, dopracowany zresztą nacałej płycie co do najmniejszego uderzenia. Potem przyszło parę pięknych akordów, kilka odgłosów ludzi, niesamowite instrumenty. Właśnie instrumentarium zrobiło na mnie wrażenie. Słychać, że artysta nie boi się używać wielu instrumentów w jednym kawałku. Czyni to muzykę bardzo bogatą i obrazową. Ogólnie od pierwszego, wprowadzającego utworu można poczuć jaka to będzie płyta i że warto ją posłuchać. Spokojnie... Za spokojnie. Po samych tytułach można się wiele dowiedzieć, w jakim klimacie będzie utwór. "Pamięć Królów", "Elfy i Duch Mgły", "Pani Zielonego Stawu"... tematyka płyty też oryginalna, choć ostatnio popularna w innych kręgach kulturowych (film). Żywsze kawałki stanowią mniejszą część płyty, ale są. "Płonąca Tęcza" nieco przywodzi na myśl nawet kawałki trakerowe z małego Atari. Niemniej pasuje do reszty płyty. Słuchając płyty parę razy zaczyna się dostrzegać historię. Dla mnie to pozytyw, przy takim rodzaju elektroniki. Jako wierny słuchacz twórczości Jarre'a, nie mogłem się powstrzymać od skojarzeń. Wszystko przez ten wiaterek i parę instrumentów w pierwszym utworze... Jednak to tylko i wyłącznie pozytywnie wpłynęło na odbiór muzyki. Płyta jest na pewno oryginalna i warta uwagi. Polecam.
Krzysztof Wiśniewski (Serwis Muzyki Elektronicznej MOOZA, 2005) 

* * * Pod pseudonimem Andymian występuje Andrzej Mierzyński, kompozytor, multiinstrumentalista i wykonawca pochodzący z Olsztyna. Sugestywny, poetycki tytuł krążka podobno nie celowo kojarzy się z "Ogrodem Króla Świtu" Marka Bilińskiego; prezentowany tutaj materiał ma jednak momentami sporo wspólnego z koncepcyjną wyobraźnią wspomnianego artysty, szczególnie jeśli wsłuchać się w swobodnie "swingujące" solówki oraz brzmienia świadczące o inspiracji muzyką Jean Michela Jarre'a. Świetny concept-album na zamglone, deszczowe poranki, przynoszący całe spektrum omszałych, elpopowych odcieni zieleni. Wspomniałem o pewnych analogiach między muzyką Andymiana a twórczością Bilińskiego, podczas słuchania płyty można też mieć skojarzenia z bardziej "pejzażową" częścią dyskografii Mikołaja Hertla. Brzmieniu całości nie zaszkodziłaby odrobina przestrzenniejszych basów, niemniej jednak kompozycje bronią się skutecznie po prostu ze względu na melodykę, formę i sposób rozwijania nastroju. Nastroje kojarzące się z elpopem i new-age raz po raz ewoluują wstronę pogodnej, lekkiej elektroniki sekwencyjnej, mniej więcej w stylu TD schyłku lat osiemdziesiątych - dobra wiadomość dla "ortodoksyjniejszych" miłośników muzyki elektronicznej. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po "In the Garden of the Rainy King" dla samej przyjemności obcowania z tonami, które z miejsca porywają Słuchacza w baśniowy świat, z każdym krokiem okazujący się być innym niż ten, w którym żyjemy na codzień.
Igor Wróblewski (Generator, 2005) 

* * * W zasadzie podchodzę z pewnym dystansem do płyt artystów, którzy zmieniają niejako gatunek muzyczny w którym tworzą. Powodem są głównie niezbyt ciekawe osobiste doświadczenia w słuchaniu takiej twórczości. Nie oznacza to jednak, że takowych kompozytorów "skreślam na starcie". Ciekawość zwycięża. Nie inaczej było w przypadku nieznanego mi zupełnie Andrzeja Mierzyńskiego, który był w przeszłości związany głównie z muzyką rockową. Kiedy pojawiła się okazja wysłuchania krążka wymienionego w tytule, skorzystałem i... nie żałuję. Na płytce powitają słuchacza delikatne, nieco el-popowe, klimaty momentami przeplatane barwami przypominającymi styl Jeana Michela Jarre'a (szczególnie w otwierającej krążek kompozycji). Taki początek może się wydać niespecjalnie zachęcający (oczywiście nie dla każdego), ale w trakcie zagłębiania się coraz bardziej w umieszczone na CD kompozycje będziemy, odkrywać co i rusz to nowe (czasami dość zaskakująco wplecione w dany utwór), oryginalne dźwięki. Niecodzienne barwy, nagromadzenie brzmień i wyraźna acz niespecjalnie narzucająca się sekcja rytmiczna dobrze ze sobą współgrają. Słychać, że artysta nie boi się używać wielu instrumentów w jednej kompozycji i nie "gubi się" w ich ilości. (...) Ogólnie bardzo spokojnie, może trochę zbyt spokojnie, ale melodyjnie (bez zbytnich słodkości), stosunkowo świeżo i z pewnym delikatnym... polotem. Sądząc po tytule płyty muzyka na niej zawarta powinna spełniać rolę swoistego dźwiękowego obrazu, a bogate instrumentarium odgrywa niemałą rolę w uzyskaniu odpowiednich nastrojów, co kompozytorowi się udaje. Może się wydawać, że to kolejna produkcja el-popowa nastawiona na szersze grono słuchaczy (po części tak zapewne jest). Jednakże po kilku spotkaniach płytka wiele zyskuje, szczególnie przy słuchaniu przy pomocy słuchawek, kiedy można bardziej "zagłębiać się" w dźwięki. Dla odprężenia zalecane. 
El-Skwarka (Magazyn Muzyki Elektronicznej ASTRAL VOYAGER, 2005)
Copyright ©2022 Elżbieta Mierzyńska / Andrzej "Andymian" Mierzyński, Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
free website
built with
kopage